ul. Wandy 7, 53-320 Wrocław +48 882 794 249 biuro@olgarymkiewicz.pl

Dziecko w rodzinie alkoholowej

27 października 2020 Zarzadca 0 Comment

Napisał dla Was nasz specjalista: Tomasz Matkowski – psychoterapeuta, psychoterapeuta uzależnień

DDA to skrót od zwrotu „dorosłe dziecko alkoholika”. „DDA” nie stanowi oficjalnego kryterium diagnostycznego, nie znajduje się więc w europejskiej klasyfikacji chorób, za pomocą tego skrótu można jednak wskazać spektrum trudności, z jakimi zmaga się osoba, której on dotyczy. Najogólniej rzecz biorąc chodzi o problemy z poczuciem własnej wartości, z samoakceptacją, z nawiązywaniem satysfakcjonujących relacji z innymi ludźmi oraz, chyba przede wszystkim, z chronicznym przeżywaniem lęku i ze skłonnością do popadania w stany depresyjne.

Skąd się to bierze?

W rodzinie funkcjonującej prawidłowo dziecko ma zapewnione możliwie optymalne warunki do rozwoju, co przejawia się przede wszystkim w dawanym przez rodziców poczuciu bezpieczeństwa – dzięki temu świat jawi się dziecku jako miejsce stabilne, przewidywalne i godne zaufania, miejsce, w którym może się ono odnaleźć. Taka atmosfera, której główną składową jest bezwarunkowa miłość, wspiera możliwość rozwinięcia się u dziecka gruntownego poczucia własnej wartości. Jest ono widziane, akceptowane i kochane, czuje, że rodzice o nie dbają, w efekcie więc staje się dla niego oczywiste, że dbanie o siebie jest czymś dobrym i właściwym. Dziecko nie musi przedwcześnie uzbrajać swoich mechanizmów obronnych w celu zabezpieczenia się przed otoczeniem, ponieważ otoczenie nie jest zagrażające; prawidłowy (to znaczy sprzyjający dobrostanowi jej członków) scenariusz rozwoju rodziny zakłada, że każdy z rodziców zachowuje się jak osoba dorosła i odpowiedzialna – w takiej strukturze dziecko może więc pozostać dzieckiem, wraz z właściwą sobie ekspresją i swoim naturalnym sposobem bycia.

A jak to wygląda w rodzinie alkoholowej?

W rodzinie dysfunkcyjnej, w której rodzic jest uzależniony od alkoholu (zazwyczaj jest to ojciec, o wiele rzadziej matka; w takiej strukturze matkom przeważnie przypada rola osoby współuzależnionej), dziecko dorasta w atmosferze chaosu, napięcia i ciągłej niepewności. „Czy tato wróci dziś pijany? Jak będzie się zachowywał? Czy będzie krzyczał i bił?” – to są pytania, które dziecko coraz częściej zaczyna sobie zadawać. Oczywiście, zamiast poczucia bezpieczeństwa, narasta w nim lęk, tak zwany lęk uogólniony, stający się niejako podstawowym uczuciem, poprzez które doświadczany jest świat. Wraz z lękiem rośnie poczucie wstydu za pijącego rodzica – przykładem niech będzie stawienie się pijanego ojca w szkole na wywiadówce bądź też inne jego alkoholowe wybryki, mające miejsce w miejscach publicznych – i jednocześnie samotność w przeżywaniu tego wstydu, ponieważ w rodzinach o takim profilu dysfunkcyjności mówienie o uzależnieniu ojca stanowi zazwyczaj temat tabu. Nieleczony alkoholik nie nazwie się zresztą osobą uzależnioną, naczelnym bowiem mechanizmem psychologicznym, który nie pozwala mu zobaczyć i doświadczyć prawdy, jest zaprzeczanie i wyparcie, natomiast osoba współuzależniona – partnerka, żona – zrobi wszystko, aby destrukcję wyrządzaną przez alkoholika maskować. W imię tej maski spada na dziecko dodatkowy ciężar, ponieważ nie tylko musi ono uporać się z otaczającym je chaosem, ale też nie może nikomu o nim opowiedzieć. Wzmacnia to jego poczucie wewnętrznej izolacji, obcości i bezsilności; dziecko znajduje się w permanentnym wewnętrznym konflikcie, znajduje się bowiem w sytuacji, w której, z jednej strony, ojciec alkoholik wprowadza jakąś formę destrukcji, z drugiej natomiast matka tę destrukcję próbuje ukryć, choćby zaprzeczając jej (twierdząc np. że „tato miał zły dzień”, „każdy mężczyzna przecież czasem musi się napić” itp.). W takich warunkach ciężko o nabycie orientacji w pojęciach „prawdy” i „fałszu”.

Zamiana ról

W przeciwieństwie do struktury rodziny dobrze funkcjonującej, w rodzinie alkoholowej dochodzi do pomieszania ról. Pijący mężczyzna zaczyna egzystować na prawach niesfornego dziecka, wypada więc zarówno z roli męża, jak i ojca. W kontekście dzieci dochodzi wówczas często do procesu zwanego „parentyfikacją”, oznaczającego przysposobienie do wejścia w rolę dorosłego i zastąpienie nieobecnego rodzica. W ten proces zaangażowane jest zazwyczaj najstarsze dziecko (niezależnie od płci), które staje się partnerem dla matki przy prowadzeniu domu i przy sprawowaniu opieki nad młodszym rodzeństwem oraz kontroli nad ojcem. Traci ono w ten sposób swoje dzieciństwo i wchodzi w rolę, której nigdy nie powinno było przejąć. Takie dzieci szybko nabywają morderczego wręcz poczucia odpowiedzialności, zaczyna je cechować perfekcjonizm przy jednoczesnym zaniżonym poczuciu własnej wartości. W dorosłym życiu często towarzyszą im stany depresyjne.

Trzeba pamiętać, że w systemie rodziny alkoholowej to nie dziecko jest w centrum uwagi, lecz alkoholik. Wprowadzana przez niego destrukcja wymusza na pozostałych członkach rodziny zastosowanie wobec niej reakcji obronnych, polegających, w przypadku współuzależnionych partnerek, na próbie ciągłego kontrolowania jego picia, w przypadku dzieci natomiast na potrzebie łagodzenia niestabilnych humorów ojca przez np. skrajne ugrzecznienie bądź zdobywanie perfekcyjnych wyników w nauce. W takiej rodzinie dziecko wyrasta nie tylko z deficytem uwagi ze strony najbliższych, ale też z przekonaniem, że na jakiekolwiek przychylne spojrzenie drugiego człowieka – nie mówiąc już o miłości – trzeba sobie zasłużyć swoją przydatnością.

Wychowując się w rodzinie alkoholowej dziecko uczy się trzech rzeczy:

– Nie mówić– „zasada” ta nakazuje zachowywanie milczenia na temat tego, czego dziecko doświadcza we własnej rodzinie. Prowadzi to do izolacji, wewnętrznego zamknięcia i samotności. Dziecko, ze wstydu i z powodu pisanych bądź niepisanych rodzinnych nakazów, uczy się kłamać bądź ukrywać prawdę na temat siebie i swojej sytuacji rodzinnej. W efekcie coraz bardziej odległa staje się dla niego możliwość mówienia o swoich potrzebach oraz o tym, co czuje. Nierozwinięta też zostaje umiejętność szukania wsparcia i wychodzenia do innych z prośbą o pomoc.

– Nie ufać– dziecko, przez lata przeżywając rozczarowanie i ból, w odruchu obronnym zaczyna wycofywać swoje zaufanie wobec bliskich (i całego świata), ma bowiem poczucie, że ufając im jedynie naraża się na krzywdę. Przeżycia takie zaburzają kształtowanie się stabilnego i adekwatnego poczucia własnej wartości. Niespełniane obietnice rodziców, niedotrzymywane przez nich umowy, nierealizowane plany, brak konsekwencji, zagubienie dorosłych – wszystko to prowadzi do braku porządku, oparcia, do przeświadczenia, że świat jest chaosem, któremu nie można ufać.

– Nie odczuwać– w dziecku wyrabia się przekonanie, że jego uczucia są nieistone, że one rodziców nie obchodzą. W efekcie samo zaczyna ich nie dostrzegać, ponieważ przeżywa siebie jako kogoś niewartego uwagi. Niektóre uczucia (cierpienie, lęk, wściekłość, upokorzenie) są też często zbyt trudne, aby dziecko mogło im sprostać, jedynym wyjściem jest więc dla niego wewnętrzne odseparowanie się od nich i ich pomijanie. Efektem tego stanu jest pozorna bezuczuciowość i dojmujące przeżywanie pustki.

Tomasz Matkowski – psychoterapeuta, psychoterapeuta uzależnień