ul. Wandy 7, 53-320 Wrocław +48 882 794 249 biuro@olgarymkiewicz.pl

  • Home
  • Psychologia
  • Współuzależnienie, czyli „Dlaczego od niego nie odejdziesz?”

Współuzależnienie, czyli „Dlaczego od niego nie odejdziesz?”

21 grudnia 2020 Zarzadca 0 Comment

Napisał dla Was nasz specjalista: Tomasz Matkowski – psychoterapeuta, psychoterapeuta uzależnień

Uzależnienie jednego członka rodziny wpływa na całość jej struktury, to znaczy ma destrukcyjny wpływ na każdego, kto do tej rodziny należy. Partnerki (bo w ogromnej większości są to kobiety) osób uzależnionych, w miarę dostosowywania się do ich trybu funkcjonowania, rozwijają cały kompleks zachowań, które nazywa się “współuzależnieniem”. Oczywiście zdarza się, że partnerka odpowiednio szybko zareaguje i po kolejnym z rzędu przekroczeniu jej granic przez partnera podejmie np. decyzję o zerwaniu relacji, przeważnie jednak tego typu jednoznaczne działanie trudne jest dla niej do pomyślenia. Pojawia się pytanie, które współuzależniona zresztą często słyszy: “Dlaczego?” – “Dlaczego od niego nie odejdziesz?”, albo “Przecież on cię niszczy, po co ty z nim jeszcze jesteś?” itp. Takie pytania, choć przecież zasadne i stawiane z troski przez bliskich, wzmacniają tylko poczucie bezsilności oraz złości na siebie. “Mają rację, dlaczego nie mogę po prostu od niego odejść, co jest ze mną nie tak?”. Aby wyjaśnić tę niemożność należałoby przyjrzeć się mechanizmowi psychologicznemu, który wzmaga u osoby współuzależnionej poczucie odpowiedzialności za uzależnionego oraz poczucie winy, kiedy tej odpowiedzialności sprostać nie może. Co to za mechanizm?

Trzymanie kontroli

Osoba uzależniona, w miarę rozwoju swojej choroby, wprowadza w życie swojej rodziny coraz większy chaos. Sprawia to, że jego partnerka, z powodu narastającego lęku, wykształca w sobie potrzebę zapanowania nad tym chaosem poprzez trzymanie coraz mocniejszej kontroli nad destrukcyjnymi zachowaniami uzależnionego. Do repertuaru tego typu kontrolujących zachowań należy np. sprawdzanie, czy partner jest trzeźwy poprzez telefoniczne kontaktowanie się z nim pod błahym pozorem, przeszukiwanie kieszeni w celu odnalezienia ukrytego alkoholu, picie razem z partnerem po to, aby on wypił mniej itp. Wraz z rozwojem kontrolujących mechanizmów rośnie poczucie odpowiedzialności za sytuację domową, a wraz z nim poczucie winy, jeżeli coś spod tej kontroli się wymknie. W takim systemie nie może już być mowy o “relacji partnerskiej”, ponieważ partnerstwa, tj. wspólnoty obowiązków i odpowiedzialności, w tej relacji nie ma – buduje się natomiast innego rodzaju związek, w którym współuzależniona wchodzi w rolę karzącej matki, uzależniony natomiast regresuje się do pozycji niesfornego dziecka. W ten sposób przestaje pełnić swoją funkcję męża/partnera/ojca w systemie rodzinnym, rola ta spada wówczas zazwyczaj na najstarsze dziecko (następuje wówczas proces zwany “parentyfikacją”). A więc lęk, odpowiedzialność, poczucie winy – te trzy stany emocjonalne zaczynają dominować w świecie przeżyć współuzależnionej i to one sprawiają, że “nie odchodzi”. Dojmująca obecność tych uczuć jest zresztą wzmacniana przez samego uzależnionego, który odpowiedzialność za swoje picie na swoją partnerkę często zrzuca: “Gdybyś mi dała spokój, to bym nie pił”, “Było piwo w lodówce, to się napiłem” itp.

Wstyd

Jest jeszcze jedno uczucie, które, w miarę rosnącego uwikłania, coraz bardziej daje o sobie znać – wstyd. Wstyd za zachowania pijącego partnera, wstyd za to, że dokonało się wyboru takiego partnera, wstyd, że pozwala się mu przekraczać swoje granice, wstyd, że dzieci wychowują się w tak niesprzyjającej rozwojowi atmosferze. Aby nie musieć stawać twarzą w twarz z pełnią tego wstydu, osoba współuzależniona robi co może, aby nałóg partnera pozostał rodzinnym sekretem, a nawet i tu aby był obłożony jak najszczelniejszym tabu. Ze wstydu więc wynikają często podejmowane wysiłki, aby partnera usprawiedliwiać przed szefem w pracy, aby zakazywać dzieciom opowiadania osobom spoza ścisłego kręgu rodziny, co się w tej rodzinie dzieje, aby wreszcie zacierać ślady nałogu partnera na ile to tylko możliwe. Wysiłki te mogą mieć oczywiście tylko jeden skutek – podtrzymanie uzależnienia poprzez zagwarantowanie tak zwanego “komfortu picia/brania/grania” (zależnie od rodzaju nałogu) osobie uzależnionej, zostaje jej bowiem odebrana możliwość skonfrontowania się z odpowiedzialnością za swoje czyny. To jest właśnie pozycja dziecka, którą można streścić następująco: “Idę na wagary, mama mnie w szkole wytłumaczy”. Wstyd jest potężnym i bardzo niszczącym uczuciem, odbierającym siłę i w przewlekłej postaci bardzo autoagresywnym. Osoby współuzależnione taką autoagresję nierzadko przejawiają, same popadając w zachowania kompulsywne (często są to zaburzenia odżywiania) czy też w stany depresyjne.

Lęk

Czynnikiem podtrzymującym trwanie w relacji z uzależnionym jest też nadzieja, że “on się zmieni”, albo lepiej – że “ja go zmienię”. Sam uzależniony, wierząc nawet w to, co mówi, składa podobne do tej deklaracje: “Piję jeszcze tylko do końca tygodnia, później, przysięgam, koniec z tym”. Chciałoby się tym zapewnieniom dawać wiarę, nie są one jednak nigdy wprowadzane w życie, natomiast próba wymuszenia realizacji tych zapewnień przynosi skutek odwrotny do zamierzonego, ponieważ każde przejęcie odpowiedzialności za nałóg partnera musi oznaczać podtrzymanie rozwoju tego nałogu.

Tak więc lęk, odpowiedzialność, poczucie winy, wstyd, nadzieja to uczucia, z powodu których tak trudno jest odejść. Współuzależniona coraz mniej żyje swoim życiem, a coraz bardziej życiem partnera, uzależniając swój stan wewnętrzny od jego stanu. Często jest tak, że po rozstaniu z uzależnionym partnerem kobieta zaczyna intensywnie przeżywać stan pustki wewnętrznej, tak bardzo partner swoją destrukcją to wnętrze zajmował. Nierzadko też jest to powód powielenia przez nią wzorca relacji, to znaczy wejścia w związek z inną osobą uzależnioną. Proces samozatracenia w przebiegu rozwoju współuzależnienia bywa tak silny, że traci się bezpośredni kontakt z poczuciem własnej autonomii – wówczas odpowiedzią na pytanie: “Co ci sprawia przyjemność?” jest tylko pełne zakłopotania milczenie.

Co więc robić?

Stawiać granice. Być konsekwentnym. Nie brać nie swojej odpowiedzialności. Dbać o siebie i nie dawać się wpędzić w nieadekwatne poczucie winy. Złościć się, ale nie z bezsilności, lecz ze słusznego sprzeciwu wobec czyjejś agresji. Nie wchodzić w rolę rodzica dla swojego partnera. Mieć wobec niego oczekiwania, chcieć. Troszczyć się, ale nie samopoświęcać. Niekiedy te zalecenia trudno wprowadzić w życie, warto jednak mieć je stale na horyzoncie.

Tomasz Matkowski – psychoterapeuta, psychoterapeuta uzależnień