ul. Wandy 7, 53-320 Wrocław +48 882 794 249 biuro@olgarymkiewicz.pl

  • Home
  • Porady
  • “Choroba w potrzebie”, czyli kiedy choroba dziecka może zastąpić komunikację w rodzinie?

“Choroba w potrzebie”, czyli kiedy choroba dziecka może zastąpić komunikację w rodzinie?

Napisała dla Was nasza specjalistka Katarzyna Cieśla – psycholog, psychodietetyk, psychoterapeutka

Gdy rodzice dowiadują się o chorobie swojego dziecka, często nie ma już miejsca na nic innego. Wydawać by się mogło, że to największa tragedia, jaka może spotkać rodzinę, zwłaszcza gdy choroba jest poważna np. onkologiczna. Może bulwersować stwierdzenie, że rodzina czerpie bardziej lub mniej ukryte korzyści z takiego stanu rzeczy- zanim jednak je zanegujemy- przyjrzyjmy się temu dokładniej.

Czy choroba dziecka może być wybawieniem od innych trudności? Jakich?

Gdy przeprowadzam wywiady z rodzinami w szpitalach, często okazuje się, że moment wystąpienia choroby, poprzedzony był różnymi ważnymi zmianami w życiu rodziny. I tak dowiaduję się, że przed diagnozą były np.: narodziny kolejnego dziecka, wyjazdy, przeprowadzka, zmiana szkoły czy zmiany zawodowe rodziców. Zmiana jest nieodłącznym elementem naszego życia. Zbyt rzadko jednak patrzymy na nią oczami naszych dzieci. Coś co nam dorosłym może się wydawać: “naturalną koleją rzeczy”, “życiową szansą”, “najlepszym momentem” czy “ciekawym wyzwaniem” dla dziecka może oznaczać stres ponad miarę.

Z perspektywy rozwojowej w okresie dorastania przechodzimy od konkretnych do abstrakcyjnych form myślenia. Wg Piageta zdolność myślenia abstrakcyjnego rozwija się ok. 12 roku życia w tzw. stadium operacji formalnych. Oznacza to, że dopiero w tym okresie dziecko/nastolatek może przewidywać następstwo zdarzeń logicznych, oczekiwać i domyślać się konsekwencji własnych działań. Do tego czasu w dużo większej mierze jest zależne od rodziców, ich sposobu tłumaczenia i mówienia (bądź nie mówienia) o tym co się dzieje w rodzinie. W kontekście tego dużo wyraźniej rysuje się rola rozmowy adekwatnej do wieku i autentycznego bycia ze swoim dzieckiem zwłaszcza w perspektywie ważnych życiowych zmian. Przy czym pisząc “autentycznego” mam na myśli nie ukrywanie swoich prawdziwych emocji i nastrojów. Dziecko i tak każdorazowo wyczuje nieszczerość i napięcie rodzica.

W jaki sposób choroba może “pomagać” komunikować się rodzinie?

Zgodnie z ujęciem systemowym choroba, zwłaszcza choroba dziecka, może pełnić funkcję objawu i w tym znaczeniu stabilizować system rodzinny a nawet chronić go przed zniszczeniem. Przez silny ładunek emocjonalny i potrzebę wielu działań zogniskowanych wokół chorującego dziecka (np. diagnoza, odwiedziny u lekarzy, czasami krótsze lub dłuższe pobyty w szpitalu) choroba skupia całą uwagę rodziny, odciągając ją od innych problemów (np. relacji między małżonkami, brakiem uczuć itp.). Nierzadko jest to jedyny pretekst by rodzina nadal trwała, a partnerzy rozmawiali ze sobą. To także komunikat: zaopiekuj się mną, bądź przy mnie, nie opuszczaj mnie, jesteś dla mnie ważny…

To nie znaczy oczywiście, że tak poważna choroba jest wywołana złą komunikacją w rodzinie, ale znaczy tyle, że choroba może przykrywać dodatkowo istniejące nierozwiązane konflikty w rodzinie. W tym znaczeniu można traktować chorobę jako zaproszenie do przyjrzenia się rodzinnej komunikacji, przeanalizowania tego co mówimy dziecku/dzieciom, a jeszcze bardziej temu jakie tematy, uczucia, zjawiska w rozmowie się nie pojawiają.

Katarzyna Cieśla – pedagog, psychoterapeuta